Moje pierwsze mydło wykonałam w lutym. Znałam podstawy mydlenia i miałam wystarczający sprzęt (blender, miskę, mieszadło). Kupiłam wodorotlenek sodu (NaOH), który jest niezbędny do zmydlenia tłuszczy i wodę destylowaną . Za formę posłużył mi karton po soku. Proces tworzenia mydła przebiegał przyjemnie i bezproblemowo. Leżakowanie mydeł trwało dłużej niż myślałam, więc zmieniłam miejsce i sposób ich przechowywania. Po standardowym okresie leżakowania (6 tygodni) testowałam, czy mydło nadawało się już do użycia. Niestety nie; po spłukaniu ciepłą wodą namydlone ręce zwyczajnie piekły. NaOH to żrąca zasada, więc jeśli mydła nie wyschną, będą drażniły skórę, zamiast ją pielęgnować. Kilka dni temu postanowiłam znowu sprawdzić, jak się miewają moje mydła. Okazało się, że zmieniły one kolor - były o wiele jaśniejsze niż na początku. Wtedy zrobiłam kolejne testy. Mycie nie piekło, nie bolało, było przyjemne i skóra po umyciu pozostawała gładka i delikatna. I nadal pozostaje, bo ...