Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2020

Moje drugie mydło - zdjęcia

Moje drugie mydło

Do mojego drugiego mydła również podeszłam od nieoczywistej strony, bo chciałam zrobić supermydło. Tłuszczy było mniej niż za pierwszym razem, ale jednak receptura była autorska. I mimo iż brzmi to dumnie, to jednak nie był to sprawdzony przepis. A zwykły eksperyment. Leżakowanie trwało długo, więc przeniosłam mydła (inny pokój, wysoka półka, blisko okna). Testy zaczęłam później niż po standardowym okresie leżakowania (6 tygodni) ze względu na widoczne oznaki tego, że mydło długo schło. Gdy już się nadawało do użycia, testowałam przez dłuższy czas tylko na dłoniach. Dopiero później na twarzy. A gdy byłam zadowolona z efektów, to na całym ciele. W wersji z tymiankiem mydło działa jak dość ostry pumeks albo bardzo szorstka gąbka. Pobudza krążenie, ale na twarz nie polecam, bo można się zwyczajnie poranić. Za to w wersji z witaminami mycie jest przyjemne i skóra po użyciu pozostaje gładka i delikatna. Idealna opcja zarówno dla dłoni jak i twarzy.

Moje pierwsze mydło - zdjęcia

Moje pierwsze mydło powstało z połączenia aż ośmiu tłuszczy: oleju kokosowego, oliwy z oliwek, oleju z pestek dyni, oleju z pestek winogron, masła shea, oleju z pestek malin, oleju lnianego i oleju z nasion marchwi. Nie była to najprostsza receptura, ale dzięki niej zdobyłam sporo doświadczenia.
Lubię eksperymentować. Znałam podstawy mydlenia, więc postanowiłam zrobić mydło full wypas - tak, by było i pielęgnujące, i myjące, i zużyło te tłuszcze, które miałam w domu. Mydło po dobie leżenia w formie (właściwie w kartonie po soku) było koloru ciemnego karmelu (chociaż "kupa" to pierwsze skojarzenie). Po wyjęciu z kartonu oraz foremek (miałam też kilka mydeł w specjalnych silikonowych foremkach) leżakowało kilka tygodni. Niestety nie schło najlepiej. Zmieniłam miejsce przechowywania mydeł na szafę przy oknie i w kolejnych tygodniach zauważyłam zdecydowaną poprawę w procesie leżakowania. Mydła zdawały się blednąć, jaśnieć i schnąć. Obracałam je, by schły równomiernie z innych st…

Moje pierwsze mydło

Moje pierwsze mydło wykonałam w lutym. Znałam podstawy mydlenia i miałam wystarczający sprzęt (blender, miskę, mieszadło). Kupiłam wodorotlenek sodu (NaOH), który jest niezbędny do zmydlenia tłuszczy i wodę destylowaną. Za formę posłużył mi karton po soku.  Proces tworzenia mydła przebiegał przyjemnie i bezproblemowo. Leżakowanie mydeł trwało dłużej niż myślałam, więc zmieniłam miejsce i sposób ich przechowywania. Po standardowym okresie leżakowania (6 tygodni) testowałam, czy mydło nadawało się już do użycia. Niestety nie; po spłukaniu ciepłą wodą namydlone ręce zwyczajnie piekły. NaOH to żrąca zasada, więc jeśli mydła nie wyschną, będą drażniły skórę, zamiast ją pielęgnować. Kilka dni temu postanowiłam znowu sprawdzić, jak się miewają moje mydła. Okazało się, że zmieniły one kolor - były o wiele jaśniejsze niż na początku. Wtedy zrobiłam kolejne testy. Mycie nie piekło, nie bolało, było przyjemne i skóra po umyciu pozostawała gładka i delikatna. I nadal pozostaje, bo myję się tym m…