Przejdź do głównej zawartości

Esej (na lekcję WOK-u)

W ramach zajęć z WOK-u (wiedza o kulturze) napisałam esej. Było to zadanie dla każdego ucznia. Temat pracy miał obejmować jedno z kilku zagadnień podanych na lekcji. Moja praca została opatrzona przemiłym komentarzem pani Małgorzaty Gross, nauczycielki WOK-u:
Toż to manifest poetycki na szerzące się bezprawie... (podoba mi się)
i najwyższą z możliwych ocen (6).
Gdyby nie fakt, iż prace zostały oddane przez nauczycielkę już po wystawieniu ocen na koniec roku, miałabym ocenę celującą na świadectwie. Zatem, mój wkład w tę pracę "literacką" został(by) w istocie (d)oceniony. Ale sama pochwała też mi wystarczy :-) Esej przytaczam w całości i w oryginale.
Tyle pisałam o miłości nieszczęśliwej, o bólu, smutku i przeciwnościach losu, że zapomniałam, że na tym świecie jest miłość prawdziwa, niekłamana, niezawistna i niewinna... Jakże było można o niej zapomnieć, o tym uczuciu, które jest paliwem dla naszych malutkich serc? A jednak można, da się... Jednak nawet zawzięci indywidualiści kiedyś powiedzą "stop".

Tyle pisałam o śmierci, o końcu, jak o zbawieniu, jak o nagrodzie, tymczasem tak naprawdę śmierć jest okrutną karą złych ludzi, którzy nie potrafią cieszyć się życiem... I ja do tych ludzi nie należę; nie pragnę umierać, choć często myślałam, że tak by było lepiej, dla wszystkich... Lecz nie mam dokąd iść nawet po śmierci... Do nieba? - a któż by mnie zechciał między chmurkami nieskażonymi banałem, kiczem, obłudą? Któż by mnie zechciał wśród zastępów Aniołów? Któż by się spodziewał mojej osoby przy koronie ze śnieżnobiałego pyłu... Do czyśćca? - a iluż ludzi bym tam znalazła? Pół mojej wioski, trzy czwarte świata... Tam trafia co drugi, rzekłabym, że prawie każdy... Z pewnością ci, co żałują i chcą na wieki przebywać w miejscu, do którego prowadzi drabina w górę. Do piekła? - z cóż to za miejsce? Płomienie i ogień? Czynne wulkany? Zło, pycha, pogarda? nienawiść? Kłamstwo... wreszcie chciwość i zawziętość... Czyż to wszystko to nie życie? Czy to wszystko, co nas spotyka nie powinno się znaleźć w miejscu, gdzie prowadzi tylko jedna winda w dół? Czyż nie żyjemy w piekle?
Ludzie niczym zwierzęta w dżungli mordują się, by przeżyć, by zwyciężyć, wreszcie: dla zabawy... ot tak. Lecz po co komu taka zabawa? Ludzie! Czy was to śmieszy, gdy widzicie małe dzieciątko wołające pomocy w kosza na śmieci? Czy wzbudza w was radość, gdy brat brata zabija z zimną krwią, czy cieszy wasze oczy człowiek-samobójca? Krzywdzi samego siebie? czyżby? A krewni? a bliscy? a rodzina? A samochody-pułapki... i przypadkowe niewinne ofiary? Czy to wszystko was śmieszy?! Jeśli tak, to weźcie w swe dłonie żyletkę i odetnijcie sobie tyle członków, ile razy na waszej twarzy pojawił się uśmiech drwiący, wyśmiewający, lekceważący tych, którzy skrzywdzili innych, a przekonacie się, że nie jest śmieszne krzywdzenie samego siebie... Dowiecie się, jak to jest być samobójcą i jakie to śmieszne patrzeć na swoje okaleczone ciało, niczym na zarzynanego dzika... Kulajcie się po podłodze ze śmiechu...

Tyle pisałam o bólu, który tak naprawdę bólem nie jest... Bo czym jest ból fizyczny wobec bólu moralnego... Jak można porównywać nieszczęśliwą miłość w wieku "nastu" lat, gdzie jeszcze nie wiadomo, czy to miłość, czy nie; ze zmiksowaną rzeczywistością? Z tym, co nas otacza? Z chorym społeczeństwem? Z brakiem prawa w "prawym państwie"... Bólem jest to, co leży obok; nie w nas, ale obok... Ból jako doznanie fizycznego bodźca zewnętrznego jest niczym w porównaniu z chorym psychicznie państwem... społeczeństwem... i prawem...
Za młodam jest, by tu sprawować politykę; lecz powiadam wam, ludzie z "wyższych sfer": już dawno pomieszano wam języki za waszą chciwość i żądzę władzy i dlatego nie potraficie dojść do porozumienia...

Tyle pisałam o życiu... Lecz czym tak naprawdę jest życie? Czy tylko dążeniem do śmierci? Czy tylko dążeniem do Boga? Czy tylko dążeniem do prawdy? Życie jest kołem, kołem Fortuny, lecz gdyby nie wynaleziono koła, życie byłoby prostą: o niewiadomym początku i końcu... Życie nie ma prostej definicji, bowiem życie nie jest proste i nie tak łatwo jest żyć tak, by wszyscy mieli dobrze... ale żeby uciekać do zbrodni? Do bratobójstwa?

Ludzie! Czy wy tego nie widzicie?! Czy nie widzicie tej cholernej dyktatury?! Czy nie widzicie tego zła??? Serce się kroi, gdy patrzę na małe, wychudzone, wygłodzone i pobite dzieciaki; na młodych ludzi "na głodzie"; na alkoholików - zabójców rodzin... Bo jakaż to rodzina, gdy ojciec pije, matka pije, a babka boi się cokolwiek powiedzieć, by jej przypadkiem które nie zabiło... Co to za rodzina? Co to za życie...?!

Do czego to doszło, ludzie! Żeby bać się własnego ojca, nie z szacunku, lecz z czystego lęku... Do czego żeście doprowadzili, wy, Polacy; naród, który jak chce, to potrafi; naród, który potrafi dokopać wrogom; pokazać im, że Polak walczy... Wy, ludzie, rozniecający niegdyś bunty antynazistowskie, prowadzący szkoły, teatry pod konspiracją, kształcący się w podziemiach, żyjący w piwnicach... Lecz fruwający później w obłoki, pełni dumy narodowej, pełni sił i chęci walki w imię dobra! - dziś pozostała tylko sama chęć walki. Wy - Walcząca Polska, wy - ludzie honoru, wy - ludzie! Cóż było przyczyną tego, że powiedzieliście sobie "pass", co skłoniło was do poddania się, do skapitulowania...? Przecież zawsze warto walczyć w imię dobra! Lecz czym jest dobro w dzisiejszych czasach: - pieniądzem? - sławą? - rozgłosem? Człowiek dobry, to ten, który ma "kasę" i rzuci czasem żebrakowi pod kościołem? Człowiek dobry to ten, który kupi synkowi kolejkę górską, o której marzył? Człowiek dobry to ten, co zapłaci...? Nie, dobrym człowiekiem jest ten, który podzieli się swoim ostatnim kęsem czerstwego chleba; dobry jest ten, co nie posiadając niczego, da ci wszystko; dobry jest ten, który w zamian za to, co ci ofiaruje nie żąda niczego; dobry jest ten, co ma dobre serce.

Może to się wydać głupie, ale mając "naście" lat nic mądrzejszego mi do głowy nie przychodzi... Moich tekstów i tak nikt nie przeczyta, więc mogę śmiało powiedzieć: "ludzie, głupotą jest myśleć, że jest się mądrym; mądrością zaś, że głupim". Tyle napisałam wierszy, o których nikt nie usłyszy, że jest mi nawet troszeczkę żal, ale najbardziej jest mi żal tych, którzy mogliby z tych wierszy się wiele nauczyć... Żal mi tych mądrych, którzy niegdyś byli głupcami... lecz czymże jest mądry człowiek nie wiedzący o swojej głupocie i czymże jest głupiec nieuznający swojej mądrości...?

Popularne posty z tego bloga

Awans zawodowy

Ten rok szkolny był dla mnie bardzo aktywny i bogaty w wyzwania i jestem z siebie zadowolona, że podołałam. Jestem szczerze zmęczona, ale i zadowolona, bo był to rok pełen wyzwań, które starałam się rozwiązywać. W tym roku otrzymałam wychowawstwo w klasie czwartej. Nie twierdzę, że w trudnej klasie, liczy bowiem tylko dziewięcioro uczniów, ale w klasie, w której można wskazać wiele różnorodnych charakterów i jeszcze nierozwiniętych osobowości. Uczniowie na początku roku byli jeszcze trochę nie do końca dojrzali do roli czwartoklasistów, a ich dziecinne, niczym niezrozumiałe, zachowania dziwiły mnie bardzo, a nieraz - irytowały. Uważam jednak, że przez ten rok moi uczniowie wiele się nauczyli i troszkę dojrzeli. Czy z moją pomocą, czy po prostu przy okazji - nie wiem; wiem, że przez te kilka miesięcy zmienili się, na lepsze. Jeszcze nie są idealni, nie są wymarzonymi uczniami, wzorami do naśladowania, wizytówkami szkoły, ale są nadal sobą, mimo pozytywnych zmian. Rozpoczęłam też awans…

Dyplom ukończenia Uniwersytetu Śląskiego

Pierwszego lipca 2011 roku uzyskałam tytuł licencjata Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Studia pierwszego stopnia ukończyłam z oceną dobrą na dyplomie.

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :) Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy. Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy. Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce. ;)