Przejdź do głównej zawartości

Ulewa w Bielsku

Bielsko. Z początku dnia było duszno, później nastąpiło oberwanie chmury, a skutki wichury były dotkliwe. Powyrywane drzewa, zalane ulice, podmyte budynki... Tak krótko można opisać środowe warunki na drogach. Ulice Bielska, niedaleko Sfery, zalane. Widoczność ograniczona do minimum. Samochody zwalniały, wycieraczki pracowały non-stop. Ludzie podjeżdżali w bezpieczne miejsca, by schronić się i przeczekać deszcz. Zresztą nie tylko deszcz; widać też było grad, uderzający o drzwi i okna budynków. Akcja rozgrywała się koło południa i trwała około godziny. Żywioł zaczął łamać drzewa, huczeć i uderzać o szyby; na drogach woda przybierała na objętości. Ruch na ulicach miasta nieco zmalał, aczkolwiek autobusy miejskie nadal kursowały, podlewając budynki (wraz z prędkością - niewielką, bo niewielką, ale jednak - koła pojazdów wzbudzały fale, które podmywały budynki).

Popularne posty z tego bloga

Moje drugie mydło - zdjęcia

Moje drugie mydło

Do mojego drugiego mydła również podeszłam od nieoczywistej strony, bo chciałam zrobić supermydło. Tłuszczy było mniej niż za pierwszym razem, ale jednak receptura była autorska. I mimo iż brzmi to dumnie, to jednak nie był to sprawdzony przepis. A zwykły eksperyment. Leżakowanie trwało długo, więc przeniosłam mydła (inny pokój, wysoka półka, blisko okna). Testy zaczęłam później niż po standardowym okresie leżakowania (6 tygodni) ze względu na widoczne oznaki tego, że mydło długo schło. Gdy już się nadawało do użycia, testowałam przez dłuższy czas tylko na dłoniach. Dopiero później na twarzy. A gdy byłam zadowolona z efektów, to na całym ciele. W wersji z tymiankiem mydło działa jak dość ostry pumeks albo bardzo szorstka gąbka. Pobudza krążenie, ale na twarz nie polecam, bo można się zwyczajnie poranić. Za to w wersji z witaminami mycie jest przyjemne i skóra po użyciu pozostaje gładka i delikatna. Idealna opcja zarówno dla dłoni jak i twarzy.

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :) Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy. Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy. Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce....