Przejdź do głównej zawartości

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :)
Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy.
Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy.
Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce. ;)
W plastikowych jajkach od lewej znajdują się: kasza jęczmienna, biały ryż, płatki do mleka (Cini Minis) oraz pokarm naszej papugi (proso różnego rodzaju, dzika róża i orzech).
Między dwa widelce włożyłam jajko i skleiłam szarą taśmą.
Moje dziecko testowało każdą formę przejściową, a że powyższa nie była najestetyczniejsza, to pomyślałam, żeby naciągnąć na powstałe marakasy balony. Pomysł był świetny i chętnie bym go zrealizowała, ale nie znalazłam w domu balonów! Oczywiście kilka(naście) miesięcy temu były, ale gdy robiłam porządki, to je (razem z innymi - wtedy nieprzydatnymi - rzeczami) oddałam koleżance. Za to miałam jednorazowe rękawiczki. Też się całkiem dobrze sprawdziły. :)
Z balonami wyglądałoby ładniej, może nawet udałoby się je naciągnąć w taki sposób, żeby rączki (rękojeści?) też były obciągnięte balonami - może następnym razem. :) Jako, że moje amatorskie marakasy będą głównie potrząsane (do tego są) i rzucane (bo czemu nie), to przydałoby się je jeszcze umocnić, a przynajmniej tę gumę z rękawiczek przy rękojeściach. Świetnie do tego posłużyła taśma izolacyjna, a tak po naszemu, to szkot. :)
Może nie najładniejsze, może nie najwytrzymalsze, ale przynajmniej najtańsze, bo rzeczy, z których je wykonałam były już w domu, więc nie wydałam nic więcej, niż to, co kiedyś. A ich wykonanie zajęło niewiele czasu. Marakasy zostały przetestowane przez moją Latorośl. Dźwięki się podobają. Może nawet je nagram. :) 
Ciekawe, co "zbuduję" następnym razem... A może popracujemy w duecie. :)
Marakasy zrobiłam samodzielnie, bo moje dziecko akurat świetnie się bawiło z tatą klockami, a ja wykorzystałam tę chwilę na wykonanie naszych nowych instrumentów.

Popularne posty z tego bloga

Dyplom ukończenia Uniwersytetu Śląskiego

Pierwszego lipca 2011 roku uzyskałam tytuł licencjata Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Studia pierwszego stopnia ukończyłam z oceną dobrą na dyplomie.

Awans zawodowy

Ten rok szkolny był dla mnie bardzo aktywny i bogaty w wyzwania i jestem z siebie zadowolona, że podołałam. Jestem szczerze zmęczona, ale i zadowolona, bo był to rok pełen wyzwań, które starałam się rozwiązywać. W tym roku otrzymałam wychowawstwo w klasie czwartej. Nie twierdzę, że w trudnej klasie, liczy bowiem tylko dziewięcioro uczniów, ale w klasie, w której można wskazać wiele różnorodnych charakterów i jeszcze nierozwiniętych osobowości. Uczniowie na początku roku byli jeszcze trochę nie do końca dojrzali do roli czwartoklasistów, a ich dziecinne, niczym niezrozumiałe, zachowania dziwiły mnie bardzo, a nieraz - irytowały. Uważam jednak, że przez ten rok moi uczniowie wiele się nauczyli i troszkę dojrzeli. Czy z moją pomocą, czy po prostu przy okazji - nie wiem; wiem, że przez te kilka miesięcy zmienili się, na lepsze. Jeszcze nie są idealni, nie są wymarzonymi uczniami, wzorami do naśladowania, wizytówkami szkoły, ale są nadal sobą, mimo pozytywnych zmian. Rozpoczęłam też awans…