Przejdź do głównej zawartości

Certyfikat umiejętności dydaktycznych

Niedawno ukończyłam kurs e-learningowy o nazwie Akademia Umiejętności Dydaktycznych. Dzisiaj otrzymałam certyfikat, potwierdzający ukończenie tego kursu. Dokument został wystawiony przez NBPortal.pl, podlegający Narodowemu Bankowi Polskiemu.
Sam kurs składał się z dziewięciu tematów, które zaliczyłam (łącznie) na 94%. Wynik jest zadowalający, a elastyczna forma realizacji - wygodna i ogólnodostępna. Taki certyfikat (potwierdzający wiedzę dydaktyczną) z pewnością okaże się mile widziany w zawodzie nauczyciela.

O zdobycie certyfikatu może pokusić się niemal każdy - wiek nie ma znaczenia. Wystarczy zarejestrować się w portalu (link powyżej), wybrać temat kursu, który nas interesuje i realizować lekcje w formie nauczania zdalnego. Serdecznie polecam rozważyć zdobywanie (i/lub poszerzanie) swojej wiedzy (nie tylko dydaktycznej, ale również ekonomicznej, bankowej, politycznej, przedsiębiorczej). Zarówno rejestracja, jak i otrzymanie certyfikatu są zupełnie darmowe (kosztują jedynie prąd, czas, ilość wypitej kawy?;)).
Papierowy dokument potwierdzający ukończenie kursu (łącznie z wynikiem procentowym) zostaje wysłany listem poleconym w ciągu 30 dni. Przykład prezentuję poniżej.

Popularne posty z tego bloga

Moje drugie mydło - zdjęcia

Moje drugie mydło

Do mojego drugiego mydła również podeszłam od nieoczywistej strony, bo chciałam zrobić supermydło. Tłuszczy było mniej niż za pierwszym razem, ale jednak receptura była autorska. I mimo iż brzmi to dumnie, to jednak nie był to sprawdzony przepis. A zwykły eksperyment. Leżakowanie trwało długo, więc przeniosłam mydła (inny pokój, wysoka półka, blisko okna). Testy zaczęłam później niż po standardowym okresie leżakowania (6 tygodni) ze względu na widoczne oznaki tego, że mydło długo schło. Gdy już się nadawało do użycia, testowałam przez dłuższy czas tylko na dłoniach. Dopiero później na twarzy. A gdy byłam zadowolona z efektów, to na całym ciele. W wersji z tymiankiem mydło działa jak dość ostry pumeks albo bardzo szorstka gąbka. Pobudza krążenie, ale na twarz nie polecam, bo można się zwyczajnie poranić. Za to w wersji z witaminami mycie jest przyjemne i skóra po użyciu pozostaje gładka i delikatna. Idealna opcja zarówno dla dłoni jak i twarzy.

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :) Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy. Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy. Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce....