Rzucać czy nie rzucać?

Wstęp (przeczytaj koniecznie, warto)
  • uprawiaj sport(y), lato to dobry czas na ruch,
  • dbaj o dietę (jeśli uważasz, że musisz), lecz pamiętaj, że dieta, to nie to samo, co odchudzanie; dieta to dbanie o odpowiednie odżywianie.
    Odmawianie sobie posiłków mija się zupełnie z celem, gdyż Twój organizm potrzebuje niezbędnych składników budulcowych.
    I specjalnie dla pań: 
  • odchudzanie zagraża ciąży - nawet tej, którą planujecie za kilka(naście) lat...
Część właściwa (przeczytaj, jeśli zechcesz) Pisałam już kiedyś o anoreksji i jej niszczących właściwościach, zamieniających człowieka w jego wrak. Problem dotyka tym bardziej, jeśli spotyka osobę nam bliską. Dorosły człowiek z reguły jest dojrzały i takiego za rączkę nie da się zawlec ani do lekarza, ani na siłę kazać jeść. I nie jest zbyt istotne, czy odmawia sobie jedzenia, czy nie czuje głodu (a raczej twierdzi, że głodu nie czuje). Ważne jest to, że zmusza organizm do przeorganizowania trawienia i wielu czynności metabolicznych. Z czasem organizm zrozumie, że jest w stanie przyjmować mniej pokarmu i mniej wody, przy tej samej aktywności fizycznej człowieka. Gdyby tak nie było, ludzie w czasie wojen ginęliby głównie z głodu, a nie w czasie walki. Tylko, warto zauważyć grubą czcionką, że w życiu codziennym nie jesteśmy uczestnikami żadnej walki, więc nie potrzebujemy zmuszać organizmu do tego, by przeorganizował swoje funkcjonowanie.
W związku z powyższym nabyłam pewną książkę. Z osobistego punktu widzenia ma ona wiele wad, technicznych - na pierwszy rzut oka. Zatem, jeśli by to ode mnie zależało, z wielu powodów nie zezwoliłabym na wydanie takiej publikacji. Ale nie o tym chciałam pisać... Książka nosi wdzięczny i zachęcający do kupna tytuł: "Schudnij 15kg w 30 dni". Dla mnie 15 kilogramów to spora masa mojego ciała, więc mnie tytuł nie zachęca ani trochę, niemniej, dla osób twierdzących inaczej cena kusi, a oczy się świecą do zdobycia wymarzonej sylwetki. Nie kwestionując treści merytorycznych zawartych w książce pana Remigiusza Boruckiego, uważam, że główną grupą docelową powinny być jednak dojrzałe kobiety, pragnące zrzucić nadwagę np. po ciąży lub osoby z tendencją do tycia (wszak książka zawiera liczne przepisy kulinarne, wg których można dbać i kontrolować dietę), a nie młode, zgrabne, szczupłe nastolatki, którym się jedynie ubzdurało, że są "grube" lub "za grube".
Wielu z Was może stwierdzić, że łatwo mi być cyniczną w temacie odchudzania, bo - najwyraźniej - nie miałam problemów z wagą. Owszem. Nigdy nie narzekałam na zbędne kilogramy. I, o ile można by sądzić, że to dzięki "dobrym genom", o tyle powiem wprost, że ani geny nie są po mojej stronie, ani tryb życia. Prowadzę dość niezdrowy tryb życia, a mimo to nie narzekam na wagę swojego ciała. Twierdzę, że osoby uprawiające sport (zupełnie amatorsko, lecz z zaangażowaniem, pasją i sercem) zdecydowanie rzadziej narzekają na wagę ciała. Są za to narażone na wszelkie kontuzje, jakie się wiążą ze sportem, który uprawiają, niemniej organizm, który zmuszamy do wysiłku fizycznego jest zdrowszy pod względem czynnościowym. Nasze narządy są zmuszone do pracy, co pozwala im pracować regularnie. To z kolei odwdzięcza się lepsza przemianą materii, zdrowszym trawieniem itp. Skutki są jak najbardziej pozytywne i wpływają również na samopoczucie człowieka.
Swoje teorie powinnam poprzeć badaniami, na takie jednak mnie nie stać, więc polecam wypróbować, poćwiczyć, może nie wyczynowo, może nie od razu po kilkanaście godzin dziennie, ale stopniowo, swobodnie, lecz regularnie - a wyniki będą widoczne już po krótkim czasie. Osoby, które w młodości (czyt. lata szkolne) chętnie uprawiały sport, uczestniczyły czynnie na lekcjach wychowania fizycznego, jeździły na baseny, kolonie, rajdy rowerowe itp. mają większą odporność na złamania i wstrząsy, gdyż ich organizm jest przyzwyczajony do wysiłku fizycznego, a kości - bardziej wytrzymalsze niż u tych, którzy lekcje WF-u omijali szerokim łukiem. Wydaje się to być zupełnie naturalne, niemniej, nie każdy jest tego świadomy.