Przejdź do głównej zawartości

Pierwiastek męski (część 1)

Po dzisiejszej grze, a właściwie po rzutach do kosza mam pewną refleksję. A mianowicie: chłopcy/mężczyźni/płeć przeciwna/* (niewłaściwe skreślić) lubią się popisywać umiejętnościami (szczególnie sportowymi - na tym się dziś skupię, bowiem właśnie takie zaobserwowałam), niezależnie od tego, przed kim to czynią. A Gombrowicz pisał: "starajmy się być MNIEJ doskonali"...
Jeszcze kilka lat temu chłopcy popisywali się w mojej obecności (żeby nie napisać "przede mną") umiejętnościami sportowymi głównie po to, by:
  • zwrócić na siebie moją uwagę,
  • popisać się dla szpanu,
  • przypodobać mi się, w relacjach damsko-męskich, zrobić dobre wrażenie.
I to się wydawało (wtedy) oczywiste w swojej prostocie i - czasami nawet - miłe. Dziś, chłopcy popisują się w mojej obecności (byłam jedyną dziewczyną na boisku, a zanim przyszłam, to tak wysoki poziom gry nie miał miejsca). I byli to głównie moi uczniowie i ich koledzy. Z racji tego, że czynnik "by mi się przypodobać" odpada (są wakacje, wrzesień jest zbyt odległy, a przede wszystkim większości z nich już nie będę uczyć), to wychodzi na to, że płeć męska PO PROSTU lubi się popisywać "dla szpanu" oraz "by zwrócić na siebie uwagę". To, poniekąd, wydaje się oczywiste i proste, ale pozostaje pytanie: po co? Przecież i tak nie patrzyłam na ich grę z zapałem, nie w nich szukałam rozrywki. Owszem, patrzyłam jak grają, gdy schodziłam im z drogi, gdy akcja przeciągała się na prawe skrzydło, kiedy chłopcy zaczynali z rożnego - nic więcej, nie śledziłam ich podań, akcji... Słyszałam jednak w ich głosie, jak bardzo im zależy na każdej akcji, na każdym podaniu i na każdej obronie; słyszałam i dało się odczuć, że grają od serca. Pytanie czemu nie grali tak wcześniej? Gdy dojeżdżałam do boiska, parkowałam rower, wchodziłam na boisko - grali raczej statecznie, spokojnie, rekreacyjnie, nie agresywnie, nie na pokaz. A po moim wejściu na boisko krzyczeli do siebie tak głośno, że było słychać na całym boisku sportowym, robili furorę na boisku - wszczynali dyskusje na temat poszczególnych akcji, wytykali sobie błędy pseudoprofesjonalnym językiem piłkarskim.
Nie ulega wątpliwości, że jest to ciekawe zjawisko. A jeszcze ciekawsze jest to, że w momencie kiedy przyszły inne dziewczyny (oczywiście ładne, rówieśniczki piłkarzy, ze swoim towarzystwem), chłopaki z boiska przycichli. To mnie zaskoczyło, chociaż starałam się nie brać tego co mnie otaczało pod uwagę, zwłaszcza, że skupiałam się na rzutach do kosza. Czy starali się wtedy dla tych dziewcząt, czy też nie starali się, czy też zapatrzyli się na te dziewczęta? Nie wiem, nie robiło na mnie wrażenia tamto towarzystwo. Nawet siatkarze nie robili na mnie wrażenia, mimo iż dawno nie widziałam...
Rozumiem, że dla niektórych moja obecność mogła być hamująca - niektórzy moi uczniowie wzbraniali się od przeklinania:) To było miłe dla moich uszu :) Co prawda, byli to niektórzy spośród wszystkich obecnych, ale wszyscy, których uczyłam - ci się wzbraniali. Inni nie mieli skrupułów i od "przecinków" więdły uszy, więc skupiałam się na rzutach do kosza. A skuteczność miałam wysoką, jak na mnie - rewelacja ;) 5 z rzędu z osobistych, padały również "trójki", co w moim przypadku jest dużym sukcesem, a nadto, trójki padały parami :)
Ot, ciekawe zjawisko dziś zaobserwowałam.

Popularne posty z tego bloga

Awans zawodowy

Ten rok szkolny był dla mnie bardzo aktywny i bogaty w wyzwania i jestem z siebie zadowolona, że podołałam. Jestem szczerze zmęczona, ale i zadowolona, bo był to rok pełen wyzwań, które starałam się rozwiązywać. W tym roku otrzymałam wychowawstwo w klasie czwartej. Nie twierdzę, że w trudnej klasie, liczy bowiem tylko dziewięcioro uczniów, ale w klasie, w której można wskazać wiele różnorodnych charakterów i jeszcze nierozwiniętych osobowości. Uczniowie na początku roku byli jeszcze trochę nie do końca dojrzali do roli czwartoklasistów, a ich dziecinne, niczym niezrozumiałe, zachowania dziwiły mnie bardzo, a nieraz - irytowały. Uważam jednak, że przez ten rok moi uczniowie wiele się nauczyli i troszkę dojrzeli. Czy z moją pomocą, czy po prostu przy okazji - nie wiem; wiem, że przez te kilka miesięcy zmienili się, na lepsze. Jeszcze nie są idealni, nie są wymarzonymi uczniami, wzorami do naśladowania, wizytówkami szkoły, ale są nadal sobą, mimo pozytywnych zmian. Rozpoczęłam też awans…

Dyplom ukończenia Uniwersytetu Śląskiego

Pierwszego lipca 2011 roku uzyskałam tytuł licencjata Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Studia pierwszego stopnia ukończyłam z oceną dobrą na dyplomie.

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :) Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy. Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy. Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce. ;)