Przejdź do głównej zawartości

Koncert Akurat

Każdy z nas ma (a przynajmniej powinien mieć) jakieś marzenia. Ja mam wiele marzeń, pragnień i planów, które chciałabym kiedyś zrealizować, spełnić, dokonać. Jednym z nich jest publiczny występ sceniczny, niekoniecznie solowy; najchętniej z zespołem. Wczorajszy wieczór spotęgował moje pragnienia, ponieważ byłam na koncercie grupy Akurat, który bardzo pozytywnie na mnie wpłynął. Pozytywna muzyka zawsze dobrze na mnie wpływa, a pozytywna muzyka na żywo - działa ze spotęgowaną siłą.

Oprócz świetnych emocji, jakie przewijały się przez moją świadomość, zyskałam bardzo pozytywny autograf Piotrka Wróbla, który prywatnie jest równie sympatyczny, jak na scenie. Przy napływie emocji zapomniałam kupić płytę ze stoiska obok sceny, ale zrobię to na pewno w najbliższym czasie, prawdopodobnie gdzieś w Internecie.

Lubię słuchać Akurat(ów) - to za mało powiedziane. Jest tak, jak już pisałam chłopakom z zespołu, że uwielbiam ich inteligentne teksty i świetne dźwięki gitar; że perkusja powala swoją perfekcją; że kocham dźwięki saksofonu. W solówce można się było wczoraj rozmarzyć... :) 

Co prawda, niektórzy muzycy w zespole się zmienili (m. in. saksofonista), ale i tak brzmienie zespołu pozostało na wysokim poziomie i z dużą klasą. I na całe szczęście Piotrek i Wojtek są niez(a)mienni :)
Autograf śpiewającego Wróbelka ;)

Popularne posty z tego bloga

Dyplom ukończenia Uniwersytetu Śląskiego

Pierwszego lipca 2011 roku  uzyskałam tytuł licencjata  Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Studia pierwszego stopnia ukończyłam z oceną dobrą na dyplomie.

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :) Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy. Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy. Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce.

Fotografia - Nowa MiniPasja?

Od niedawna posiadam własny aparat fotograficzny. Kupiłam go za swoje oszczędności, co jeszcze bardziej wzmacnia jego wartość. Wśród moich znajomych (odkąd tylko pamiętam) wyróżniają się osoby posiadające trwałe zamiłowanie do fotografii. Mnie nigdy smykałka do "robienia dobrych zdjęć" nie była dana. Nie miałam też ku temu okazji ani możliwości - nie posiadając własnego sprzętu, na którym mogłabym tę pasję rozwijać. Do niedawna, właśnie :) Do samego zakupu skłoniło mnie kilka - na pozór banalnych - aspektów posiadania własnego sprzętu fotograficznego. Mając własny aparat: Nie muszę pożyczać okazjonalnie aparatu od innych. Mogę go zabrać niemal zawsze i wszędzie. Nie muszę się martwić o prawa autorskie osób trzecich, wykorzystując zdjęcia włąsnoręcznie wykonane. Zdjęcia mojego autorstwa podlegają moim prawom, które im nadam. Nie ukrywam, że punkt 3. był dla mnie najistotniejszy. Decyzja zapadła. Zakupu dokonałam (po raz pierwszy samodzielnie) przez Internet ora