Przejdź do głównej zawartości

Piknik rodzinny 2016

Dzień 21.05.2016 roku spędziłam na pikniku rodzinnym, organizowanym przez Dwujęzyczną Szkołę Podstawową im. W. Kopalińskiego w Bielsku-Białej. Impreza była udanym przedsięwzięciem.
Oprócz licznych atrakcji (m. in. malowania twarzy, puszczania ogromnych baniek mydlanych, jazdy na rolkach i hulajnogach, współzawodnictwa dzieci i ich rodziców w wielu dziedzinach lekkoatletycznych, występów artystycznych, pokazów policji, straży pożarnej i ratowników) odbył się turniej siatkówki. W turnieju tym wzięły udział cztery drużyny (trzy drużyny rodziców i jedna nauczycieli). System pucharowy sprawił, że po pierwszym wygranym meczu od razu znaleźliśmy się w finale. Po trudnych bojach na betonowym boisku, wygraliśmy, zdobywając tytuł mistrzów. Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe złote medale, jednak te prawdziwie złote - drużyna nauczycieli.
Oby za rok również dopisała pogoda i apetyt na rozgrywki sportowe.



Zdjęcia z pikniku pojawią się w tym miejscu.

Popularne posty z tego bloga

Moje drugie mydło - zdjęcia

Moje drugie mydło

Do mojego drugiego mydła również podeszłam od nieoczywistej strony, bo chciałam zrobić supermydło. Tłuszczy było mniej niż za pierwszym razem, ale jednak receptura była autorska. I mimo iż brzmi to dumnie, to jednak nie był to sprawdzony przepis. A zwykły eksperyment. Leżakowanie trwało długo, więc przeniosłam mydła (inny pokój, wysoka półka, blisko okna). Testy zaczęłam później niż po standardowym okresie leżakowania (6 tygodni) ze względu na widoczne oznaki tego, że mydło długo schło. Gdy już się nadawało do użycia, testowałam przez dłuższy czas tylko na dłoniach. Dopiero później na twarzy. A gdy byłam zadowolona z efektów, to na całym ciele. W wersji z tymiankiem mydło działa jak dość ostry pumeks albo bardzo szorstka gąbka. Pobudza krążenie, ale na twarz nie polecam, bo można się zwyczajnie poranić. Za to w wersji z witaminami mycie jest przyjemne i skóra po użyciu pozostaje gładka i delikatna. Idealna opcja zarówno dla dłoni jak i twarzy.

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :) Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy. Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy. Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce....