Przejdź do głównej zawartości

Piknik rodzinny 2016

Dzień 21.05.2016 roku spędziłam na pikniku rodzinnym, organizowanym przez Dwujęzyczną Szkołę Podstawową im. W. Kopalińskiego w Bielsku-Białej. Impreza była udanym przedsięwzięciem.
Oprócz licznych atrakcji (m. in. malowania twarzy, puszczania ogromnych baniek mydlanych, jazdy na rolkach i hulajnogach, współzawodnictwa dzieci i ich rodziców w wielu dziedzinach lekkoatletycznych, występów artystycznych, pokazów policji, straży pożarnej i ratowników) odbył się turniej siatkówki. W turnieju tym wzięły udział cztery drużyny (trzy drużyny rodziców i jedna nauczycieli). System pucharowy sprawił, że po pierwszym wygranym meczu od razu znaleźliśmy się w finale. Po trudnych bojach na betonowym boisku, wygraliśmy, zdobywając tytuł mistrzów. Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe złote medale, jednak te prawdziwie złote - drużyna nauczycieli.
Oby za rok również dopisała pogoda i apetyt na rozgrywki sportowe.



Zdjęcia z pikniku pojawią się w tym miejscu.

Popularne posty z tego bloga

Awans zawodowy

Ten rok szkolny był dla mnie bardzo aktywny i bogaty w wyzwania i jestem z siebie zadowolona, że podołałam. Jestem szczerze zmęczona, ale i zadowolona, bo był to rok pełen wyzwań, które starałam się rozwiązywać. W tym roku otrzymałam wychowawstwo w klasie czwartej. Nie twierdzę, że w trudnej klasie, liczy bowiem tylko dziewięcioro uczniów, ale w klasie, w której można wskazać wiele różnorodnych charakterów i jeszcze nierozwiniętych osobowości. Uczniowie na początku roku byli jeszcze trochę nie do końca dojrzali do roli czwartoklasistów, a ich dziecinne, niczym niezrozumiałe, zachowania dziwiły mnie bardzo, a nieraz - irytowały. Uważam jednak, że przez ten rok moi uczniowie wiele się nauczyli i troszkę dojrzeli. Czy z moją pomocą, czy po prostu przy okazji - nie wiem; wiem, że przez te kilka miesięcy zmienili się, na lepsze. Jeszcze nie są idealni, nie są wymarzonymi uczniami, wzorami do naśladowania, wizytówkami szkoły, ale są nadal sobą, mimo pozytywnych zmian. Rozpoczęłam też awans…

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :) Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy. Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy. Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce. ;)

Dyplom ukończenia Uniwersytetu Śląskiego

Pierwszego lipca 2011 roku uzyskałam tytuł licencjata Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Studia pierwszego stopnia ukończyłam z oceną dobrą na dyplomie.