Przejdź do głównej zawartości

Dobre. Niekoniecznie najlepsze

A co takiego? W zasadzie wszystko. :) 
Ubranka - chętnie kupuję w Tesco, zdarza mi się również w Pepco, w Aldi czy Lidlu - jeśli jest tanio lub niedrogo (a to nie zawsze to samo ;)), to się nie zastanawiam zbyt długo. No, może w kwestii gustu. Ostatnio kupiłam prześliczną i ciepłą bluzę, która posłuży jako kurtka na jesień, wczesną zimę, a może nawet na wiosnę. Wielosezonowa bluza pełniąca funkcję kurtki za 30 zł to dla mnie naprawdę superoferta! Na Allegro oczywiście też, chociaż ubrania już rzadziej.

Kolory - jestem przeciwna tendencyjnemu ubieraniu dziewczynek i chłopców, czyli dziewczynek na różowo, a chłopców na niebiesko. Co prawda, ludzie dziwnie mogą reagować na chłopca ubranego w różowe spodnie czy bluzę, a dziewczynkę w niebieskich spodniach i szarych spodniach mogą pomylić z chłopcem. Za to dziewczynki w sukience już z chłopcem nikt nie pomyli. Nie ubieram też dziecka zawsze na żółto, który to kolor jest powszechnie uznawany za uniwersalny. Jeśli ciuszek jest ładny i niedrogi, to nie za bardzo mnie interesuje kolor, chociaż staram się, żeby moje dziecko miało różne kolory w swojej szafie. A i tak zazwyczaj daję dziecku wybór, w czym chce dziś być ubrane :) Nie zawsze, bo czasem wybiera mąż i body czekają poprasowane na łóżeczku, zanim jeszcze wstaniemy :) Ale, jeśli musimy zmienić ubranie albo ubrać się cieplej na spacer, bądź po prostu zmienić ubranie, to lubię dawać mojemu dziecku wybór. Moim zdaniem to dobre rozwiązanie; moje dziecko się uczy podejmować decyzje, które później mają takie konsekwencje, że to, co wybrało, nosi w ciągu dnia, a po drugie, daje nam to dużo frajdy, bo wybór czasami jest trudny :)
Tak sobie myślę, że jeśli chodzi o body, to zdecydowana większość jest biała z kolorowym elementem na środku, małym, np. z dwoma wisienkami, dinozaurem czy krótkim napisem w stylu "smile for mummy". Body, z których moje dziecko już wyrosło też są w większości białe. Piszę "są", bo leżą w pudłach i czekają na kolejne dziecko... Naprawdę niewiele body mam w innych kolorach; mam jedne ciemne niebieskie, beżowe, kilka (z trzy, cztery?) pastelowe, czarne z Batmanem, niebieskie z Tygryskiem, a tak, to biel, biel, biel. Ze spodniami jest już inaczej, mam i szare, i we wzorki, i zielone, mam też getry, które o wiele łatwiej się zakłada niż dresy ze ściągaczami. Nie mam swetrów :) Body z długimi rękawami, które można podkasać są dobre nawet, gdy w domu jest ciepło, a za oknem zimno. Bo w połączeniu z bluzą z długim rękawem daje bezpieczne połączenie - mojemu dziecku nie jest zimno ani za ciepło, bo jeśli bluza jest niepotrzebna, to wystarczy długi rękaw, który tez dawał radę w chłodniejsze letnie dni i prawie ciepłe jesienne. Nie mam też obecnie kurtek. Bluzę jest o wiele łatwiej założyć, bo jest bardziej elastyczna niż kurtka czy płaszcz, a kurteczki, z których moje dziecko wyrosło też leżą w pudle. Na razie mam dwa pudła po pieluchach jednorazowych i z dużym prawdopodobieństwem potrzebuję już trzeciego, bo mam już sporo za małych skarpetek, ciasnych spodni, których nie ubieram dziecku czy body, które już trudniej zapiąć.
W kwestii kolorów, w Tesco zazwyczaj kupuję body w wielopaku (5-6 szt), które są białe z kolorową grafiką. Ale pamiętam też jeden świetny wielopak kupiony, bodajże, w C&A (krótki rękaw, białe ale/i z kolorowymi szwami - taki mały akcent, a body nie dość, że służyły nam długo, to kolorowe szwy ładnie wyglądały). 
Jedzenie - jedno jest najlepsze, czyli mleko prosto z piersi :) Oczywiście, rozszerzanie diety już rodziło pewne decyzje. Wybrałam słoiczki, bo i łatwiej, i szybciej, i łatwo dostępne, i zdrowo. Czy drogo? Hm... Nie zawsze. W Tesco od czasu do czasu są promocje, a w Tesco Extra chyba zawsze jest opcja X+1 gratis, a przynajmniej, kiedy robię tam zakupy. :) Dotyczy to zarówno obiadów, jak i deserów. Nierzadko też musów owocowych w tubkach - swoją drogą moje dziecko bardzo je lubi. Nie mam stałego dostępu do jaj z chowu domowego, niestety. Jak tylko mam do nich dostęp, to moje dziecko dostaje najlepsze jajka. Jeśli chodzi o mięso, to wybieram małe zwierzęta (indyki, króliki, cielaki), bo małe zwierzęta nie są faszerowane antybiotykami. Kurczaków nie podaję dziecku, sami w domu też znacznie ograniczyliśmy ich spożycie. Od dłuższego czasu poluję na indyki. :) A forma podania - dla mojego dziecka, to gotowane. My z mężem to już różne, gotowane, pieczone, a i smażone od czasu do czasu też chętnie zjemy. :)
Ooo... O jedzeniu mogłabym pisać długo.
Kwestie ochrony, szczepień, kremów, innych kosmetyków, zabawek, kontaktów z innymi dziećmi etc. zostawię na inną porę.

Podsumowując, nie mam potrzeby kupowania najlepszych i najdroższych ubrań czy butów; zwłaszcza, że niemowlę stosunkowo szybko z nich wyrasta. Naprawdę. Nie warto też inwestować w zbyt dużą liczbę ubrań - w zasadzie z tego samego powodu. :) Nie mam też parcia na znane i popularne marki (chociaż marka Tesco jest znana i pewnie popularna, ale chodzi mi raczej o ciuchy z Kubusia Puchatka, Krainy Lodu, a już na pewno o Adidasach czy Nike-ach na małe niemowlęce nóżki). Buty, które za kilka miesięcy już będą ciasne (a czasami nawet po kilku tygodniach), nie muszą wiele kosztować. Moje wybory butów oscylują wokół 30 zł za parę. Niestety kalosze, które były użyte z dwa razy, za niedługo będą małe, ale tyle radości, ile miało moje dziecko, bawiąc się w kałużach, były warte tych 40 zł. A może wykorzystamy je jeszcze w październiku, bo pogoda ostatnio sprzyja takim zabawom w kałużach. :) Kto wie?
Nie lubię, kiedy ludzie mylą płeć mojego dziecka. Ja - jeśli nie jestem pewna płci dziecka, to mówię mojemu: "dzidziuś/dziecko", w zależności od tego, czy jest ono bardzo małe (np. w gondoli), czy większe. Nie rzucam na prawo i lewo dziewczynkami i chłopcami, jeśli nie jestem pewna. Jeśli jestem pewna, bo dziecko jest w sukience, ma kokardkę we włosach albo ma kolczyki, to mówię "dziewczynka". A jeśli widzę, że chłopiec lub słyszę od rodziców tego dziecka, że to chłopiec, to mówię "chłopiec". W innych przypadkach to "dziecko" i tyle. 
Lubię dziecko ubierać ładnie i schludnie, a nie drogo. Kolorowo. 
Nie mam też parcia na odżywianie mojego dziecka bio-produktami. Myślę, że dzięki temu, że jestem mamą sama jem o wiele zdrowiej niż przed ciążą, a - co za tym idzie - moja rodzina również je zdrowiej. To chyba najważniejsze. :)

Popularne posty z tego bloga

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :) Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy. Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy. Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce. ;)

Dyplom ukończenia Uniwersytetu Śląskiego

Pierwszego lipca 2011 roku uzyskałam tytuł licencjata Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Studia pierwszego stopnia ukończyłam z oceną dobrą na dyplomie.

Awans zawodowy

Ten rok szkolny był dla mnie bardzo aktywny i bogaty w wyzwania i jestem z siebie zadowolona, że podołałam. Jestem szczerze zmęczona, ale i zadowolona, bo był to rok pełen wyzwań, które starałam się rozwiązywać. W tym roku otrzymałam wychowawstwo w klasie czwartej. Nie twierdzę, że w trudnej klasie, liczy bowiem tylko dziewięcioro uczniów, ale w klasie, w której można wskazać wiele różnorodnych charakterów i jeszcze nierozwiniętych osobowości. Uczniowie na początku roku byli jeszcze trochę nie do końca dojrzali do roli czwartoklasistów, a ich dziecinne, niczym niezrozumiałe, zachowania dziwiły mnie bardzo, a nieraz - irytowały. Uważam jednak, że przez ten rok moi uczniowie wiele się nauczyli i troszkę dojrzeli. Czy z moją pomocą, czy po prostu przy okazji - nie wiem; wiem, że przez te kilka miesięcy zmienili się, na lepsze. Jeszcze nie są idealni, nie są wymarzonymi uczniami, wzorami do naśladowania, wizytówkami szkoły, ale są nadal sobą, mimo pozytywnych zmian. Rozpoczęłam też awans…