Przejdź do głównej zawartości

O Wisławie Szymborskiej

Wisława Szymborska zawsze była dla mnie wzorem poetki niesztampowej. Jej wiersze były oryginalne, nietypowe, często nierymowane. I odkąd piszę wiersze, właśnie Szymborska była dla mnie wzorem, którego nie mogłam naśladować, ale który podziwiałam z ogromnym szacunkiem. Moim marzeniem było spotkać się z Wisławą Szymborską. Gdziekolwiek. Na ulicy. Na przejściu dla pieszych. Czy na wieczorku poezji. Niestety nie będzie mi to już dane, bowiem poetka zmarła w tym roku (2012). Jej postać jest mi bliska, nie tylko dlatego, że jej pogrzeb odbył w moje dwudzieste trzecie urodziny. Aczkolwiek, wiem (i wierzę), że nie był to przypadek.
Wisława Szymborska debiutowała wierszem "Szukam słowa" w 1945 roku. W dzisiejszych czasach trudno mówić o debiucie, zwłaszcza, że każdy, kto ma dostęp do Internetu, może debiutować w Sieci swoimi utworami. W dodatku, jest to debiutowanie publiczne, międzynarodowe, a nawet międzykontynentalne. W tym znaczeniu, mój debiut już minął jakiś czas temu, w liceum. Prowadziłam wtedy blog internetowy, gdzie zamieszczałam swoje wiersze. Cieszył się pojedynczymi odwiedzinami innych użytkowników. Zyskał nawet kilku stałych bywalców. Jednak umarł śmiercią naturalną, jeśli w ogóle można mówić o śmierci bloga. Ten debiut nie był debiutem jaki marzy się początkującemu poecie. Od tamtej pory kilkukrotnie próbowałam swoich sił i zmagałam się z krytyką obcych mi ludzi, którzy bardziej lub mniej poważnie traktowali komentowanie cudzych wierszy. Moje - częściej trafiały w ręce profesjonalistów z branży obrażania ludzi za ich twórczość i rzucania obelg w kierunki tzw. sztuki poezji czy też raczej braku sztuki w poezji. Nie ukrywam, że krytykę przyjmuję bardzo emocjonalnie, niemniej (z reguły) ze spokojem. Niestety można mnie nadmiernym krytykowaniem (tym negatywnym) zniechęcić. Toteż zaprzestałam publikować na jednym ze znanych portali internetowych.
Pisanie do szuflady sprawiało mi zawsze przyjemność i gdy tylko ktoś nieproszony chwytał zeszyt z moimi rękopisami (a takie kochałam najbardziej), serce od razu szybciej mi biło, z obawą, że ktoś je przeczyta. A zeszyt z moimi wierszami przez kilka lat nosiłam codziennie do szkoły, więc przypadków, w których ktoś nieproszony chciał przeczytać moje wiersze było dość sporo. Niektóre moje utwory ujrzały światło dzienne z moim zezwoleniem, m. in. poemat liryczny na lekcję WOK-u (w liceum), wiersz napisany z okazji odejścia nauczycielki z wychowania fizycznego na emeryturę (również w liceum), wiersz napisany z okazji ukończenia szkoły (w gimnazjum), kilka wierszy napisanych "na życzenie" znajomych czy wreszcie wiersz napisany na zadanie domowe z języka polskiego (w gimnazjum). Nie wszystkie moje wiersze nadawałyby się obecnie na wydanie w prawdziwym wydawnictwie, ale być może kilka z nich...? Może kiedyś wydam tomik własnej poezji. W końcu: "poetą się nie jest, poetą się bywa" :) A nie przypadek sprawił, że od kilku miesięcy zastanawiam się poważnie nad wydaniem własnego tomiku poezji, aż tu nagle dzisiaj w radio usłyszałam, że przyznawana zostanie Nagroda im. Wisławy Szymborskiej dla młodych poetów. Nie wiem, czy mam jakiekolwiek szanse, ale jeśli nie sprawdzę, to się nigdy tego nie dowiem. Najprawdopodobniej nie wydam trzynastu tomów poezji, jak to zrobiła pani Szymborska. Najzwyczajniej w świecie od dawna nie miałam sposobności na napisanie nowych poematów. Największy problem miałam zawsze z tytułowaniem wierszy. A forma bez nazwy "***" do mnie nie przemawia. Podejrzewam, że sprawiłoby mi kłopot nazwanie całego tomiku ;)
Tomy Wisławy Szymborskiej to:
  1. Dlatego żyjemy (1952)
  2. Pytania zadawane sobie (1954)
  3. Wołanie do Yeti (1957)
  4. Sól (1962)
  5. Sto pociech (1967)
  6. Wszelki wypadek (1972)
  7. Wielka liczba (1976)
  8. Ludzie na moście (1986)
  9. Koniec i początek (1993, 1996)
  10. Chwila (2002)
  11. Dwukropek (2005)
  12. Tutaj (2009)
  13. Wystarczy (2012; niedokończony, wydany pośmiertnie)
Gdy zaczęłam się interesować poezją, poetka wydała na świeżo swój dziesiąty tom wierszy (Chwila, 2002). I mimo iż nie miałam dostępu do niego, pisałam intensywniej, dalej i często. I chciałam napisać coś, co kiedyś byłoby warte wydania. Nie wiem, czy moje wiersze są warte wydania - być może niedługo się to okaże, a być może nigdy...

Popularne posty z tego bloga

Awans zawodowy

Ten rok szkolny był dla mnie bardzo aktywny i bogaty w wyzwania i jestem z siebie zadowolona, że podołałam. Jestem szczerze zmęczona, ale i zadowolona, bo był to rok pełen wyzwań, które starałam się rozwiązywać. W tym roku otrzymałam wychowawstwo w klasie czwartej. Nie twierdzę, że w trudnej klasie, liczy bowiem tylko dziewięcioro uczniów, ale w klasie, w której można wskazać wiele różnorodnych charakterów i jeszcze nierozwiniętych osobowości. Uczniowie na początku roku byli jeszcze trochę nie do końca dojrzali do roli czwartoklasistów, a ich dziecinne, niczym niezrozumiałe, zachowania dziwiły mnie bardzo, a nieraz - irytowały. Uważam jednak, że przez ten rok moi uczniowie wiele się nauczyli i troszkę dojrzeli. Czy z moją pomocą, czy po prostu przy okazji - nie wiem; wiem, że przez te kilka miesięcy zmienili się, na lepsze. Jeszcze nie są idealni, nie są wymarzonymi uczniami, wzorami do naśladowania, wizytówkami szkoły, ale są nadal sobą, mimo pozytywnych zmian. Rozpoczęłam też awans…

Dyplom ukończenia Uniwersytetu Śląskiego

Pierwszego lipca 2011 roku uzyskałam tytuł licencjata Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Studia pierwszego stopnia ukończyłam z oceną dobrą na dyplomie.

Marakasy domowej roboty

Znalazłam ostatnio sporo inspirujących aktywności, jakie mogłabym robić z moim Skarbem. Jedną z tych aktywności jest muzykowanie i do tego na własnoręcznie wykonanych instrumentach. Nie. Nie jestem ekspertem od muzyki, raczej będziemy pląsać, śpiewać, tańczyć i grać bardzo amatorsko. Nie jestem też specem od techniki, więc moje pierwsze instrumenty są równie amatorsko wykonane, ale i tak mi się podoba ich finalny wygląd. Gdybym miała więcej umiejętności, pewnie wyszłyby lepiej. A że nie mam, to wyszły, jak wyszły i też dobrze. :) Najłatwiej jest, moim zdaniem, wykonać grzechotki, ale to już mojemu dziecku jest znane i z wczesnego okresu niemowlęcego i z eksperymentowania, polegającego na wkładaniu różnych kuchennych produktów do jajek po Kinder Niespodziankach i innych pojemników. Dlatego, tym razem postawiłam na proste marakasy. Widziałam na PowerOfMelody oraz na Pinterest ładnie wykonane marakasy. Okazało się, że nie mam w domu jednorazowych łyżek, więc wykorzystałam widelce. ;)